Wpis co poniedziałek? 8 tygodni.
Tak, do Sudeckiej Setki zostało właśnie 8 tygodni. Uzbrojony w nową wiedzę teoretyczną i praktyczną oraz zdobyte doświadczenie ruszam w kolejną podróż. To jak zwykle kolejny etap na drodze do celu.
Tylko co jest celem?
Wydawałoby się, że Sudecka Setka w końcu czerwca. A może jednak Bieg Kreta za niecały rok? Pewnie się uśmiejecie, ale dzisiaj rano, słuchając pewnego podcastu odkryłem że tak naprawdę nie wiem jaki jest cel 😉 Na tym etapie życia bardziej interesuje mnie droga, proces a nie cel. A może inaczej – jakiś tam cel świta w myślach, ale na razie jeszcze nie na tyle wyraźny, aby go określać.
Jednym z elementów drogi jest pamiętnik.
A w końcu blog sprawdza się w tej funkcji idealnie, jak uświadomił mi Jakub, mój biegowy kompan – Jakubie pozdrawiam 🙂 Zatem wykorzystam go do stworzenia kolejnych raportów z oczekiwanych postępów. Excel excelem, ale suche liczby nie wyrażają wszystkiego. A poza tym motywacja to dyscyplina.
Plan jest sprytny i prosty 😉
Kilometry w górę, waga w dół. Oczywiście to nie do końca prawda, bo jest tam parę dodatków, o których oczywiście będę pisał.
Na razie wydaje się że doszedłem do siebie fizycznie i psychicznie po Biegu Kreta. Tak, psychicznie też musiałem dojść do siebie. Zwalczyć deprechę po ultra, zespół odstawienia od gór i takie tam 😉
Fizycznie jest ok, aczkolwiek dalej walczę z nogą. Wkurza mnie to niemiłosiernie, bo nie do końca mogę powiązać ból z bieganiem, co potwierdzałoby odstresowe pochodzenie bólu. Ale spokojnie obserwuję i działam. Obserwacje, medytacje, wizualizacje, obce cywilizacje i takie tam 😉
Cel na ten tydzień?
Z kilogram w dół, 50 km na liczniku i być może odkurzenie roweru. Do tego coś ważnego: nawodnienie. Wczorajszy trening, gdzie zapomniałem wziąć chociażby flaska a wiosenne słońce poskładało mnie dokumentnie pokazał mi, jak lekceważąco podchodzę do tego ważnego tematu. Zatem śledzę nawodnienie w garminie, zażeram sól i walczę bardzo mocno.
Zdjęcie: Mateusz Stadnik
Grzegorzu!
Zgadzam się z Tobą, ze cel sam w sobie jest sprawa drugorzędna, a istota tkwi w drodze i procesie. To jest niebywałe trudne, indywidualne i filozoficzne. Bo, czy doga do celu nie bywa żmudna, wyczerpującą i demotywujaca, niekiedy. Wydaje mi się, ze w tym procesie bardzo istotne jest wsparcie osób Toie przyjaznych, zaufanych, ale i tych którzy doświadczają to samo, przeżywają te same emocje, organoleptycznie. Teoria, apraktyka niekiedy nie idzie w parze w pełni. Słowem życzę Tobie, ABS miał blisko siebie kogoś takiego, kompana, ducha, znajomego. I już na koniec krótkich myśl, na tą chwilę, cel i droga do niego to proces, który ostatecznie budują doświadczenia różne, te małe i duże, które najlepiej jest przeżywać z kimś. Ewa
Dziękuje Ewo. To właśnie starałem się ująć w słowa. W drogę zatem 🙂