Ano walczę

Ano walczę 

 

Lekko nie jest, ale gdzieś tam zaczyna światełko zza chmur wyglądać. 

Powoli uczę się układać na nowo życie pod kątem treningów tak, żeby przy okazji nie zaburzyć życia prywatnego i zawodowego. Dopasowuję makroskroskładniki w diecie i cały czas się uczę. 

Postępy? Pozornie mizerne, bo – 0,6 kg. Ale za to 2 centymetry w pasie, co uczy, że nie zawsze waga prawdę nam powie 😉

Najważniejsze,  że powoli wracam do formy biegowej. 

Nie zawsze, ale coraz częściej wraca uczucie takiej szczególnej lekkości, nirwany. Stan, kiedy nogi pracują automatycznie, wręcz nawet nie zauważam kiedy mijają kolejne kilometry.

Po sobotnim tragicznym treningu niedzielny był takim idealnym.

Biegłem z moim psem, Chrupkiem. Chrupek jest lepszym ultrasem ode mnie. Kiedy skończymy rozgrzewkę, podczas której zdarza mu się zatrzymać, powęszyć itp rusza równym tempem i po prostu biegnie 😊 nie chce się nawet zatrzymywać na jedzenie lub picie 😉 Nie ma celu, tylko ma drogę przed sobą.  

Wczoraj miałem to samo.

Dookoła nadchodzący zmierzch, przecudowne kolory, magia. W słuchawkach najpierw “Alchemy live” Dire Straits, potem telefon z automatu wybierał różne koncertówki,  idealnie trafiając w mój nastrój.  Szczególnie dobrze wchodziło Pink Floyd 😉 biegłem na krótko,  ciało jak maszyna  pracowało nad rozgrzaniem się. Ciężko opisać słowami to uczucie jedności ze Wszechświatem…

Oby częściej 😉

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *