Będzie ZUK :)

Jeszcze zaledwie trochę ponad miesiąc temu planując sezon 2019 przy punkcie Zimowy Ultramaraton Karkonoski dopisałem: jak się wylosuję.

I się nie wylosowałem 😉 Jednakże w wyniku losowania znalazłem się na trzecim miejscu na liście rezerwowej. I w ten sposób, po odczekaniu pełnego nerwów tygodnia okazało się, że jednak jadę na ZUKa 😉 Cieszę się bardzo, bo ten bieg skradł moje serce. Atmosfera, wysiłek, trasa – wszystko to sprawia, że już się jaram 😀

Po drodze w planach zaszło parę zmian. Po części w wyniku pewnych okoliczności osobistych, po części w efekcie wyjazdu na Leśnika i rozmów z kompanami. A wszystko to idealnie wpasowuje się w ideę mniejszej ilości startów.

Lista startów wygląda w tym momencie następująco:

Styczeń: Zimowy Półmaraton Gór Stołowych

Luty: Bieg Icemana

Marzec: ZUK, Cross Żagański 10 km

Kwiecień: półmaraton Przytok

Maj – luz 😉

Czerwiec: Półmaraton Jaworski, tu będę chciał powalczyć o życiówkę.

Lipiec – luz 😉

Sierpień – maraton Leszno. A tak, płaski maraton. Biegłem w 2011 jako debiut, skończyło się kontuzją i czasem powyżej 5 godzin. Chciałbym zobaczyć, na ile mnie stać po latach. No i to nie asfalt ale las 😉

Wrzesień – Bieg Bachusa, Bieg Sulecha i jako opcja połowa Przejścia Ultrakotliny

Październik – Ultrakotlina 80. Całość, czyli 130 km chodziła mi też po głowie, ale też trzeba realnie przyznać, że za słaby na to jestem. Nie chcę już robić czegoś na limit, ambitnie chciałbym zmieścić się w połowie stawki 😉

Listopad / Grudzień – wiadomo, Leśnik 😊

 

Pisząc te słowa  muszę jednak przyznać, że czuję się dziwnie odpuszczając biegi, które stały się dla mnie już pewną tradycją. Bardzo dziwnie poczułem się widząc na fejsbuniu informację o zapisach na Łemko. Ale muszę się cofnąć, żeby pójść dalej. Przepracować mocno rok, a za dwa lata wrócić na Sudecką. I może Łemko 😉

Niestety waga stoi.

No może z 2 kilogramy zleciały, ale to mało. Z drugiej strony zajęty byłem dopasowywaniem diety do moich potrzeb. Dwa tygodnie poświęciłem też na próbę z intermittent fasting, zainspirowany książką Martina Berkhana na ten temat.

Ogólnie super ciekawe i obiecujące, ale nie dla mnie, przynajmniej nie teraz. Myślę, że idealnie przyda się komuś startującemu w sportach sylwetkowych, albo jakiemuś narcyzowi 😉 Ciekawa, ale nadmiar białka proponowany w niej był dla mnie nie do objedzenia 😉 Ciężko było mi też w te dni, kiedy na przykład rano szedłem na kije, a wieczorem robiłem trening biegowy. Może to przyzwyczajenie, ale organizm domagał się paliwa po treningu, a w oknie postu nie powinienem nic jeść. W ten sposób powstawał dodatkowy stres, a stresów próbuję unikać. Książka dotyczy podejścia typowo sylwetkowego, wspomina o zdrowotnych korzyściach płynących z przerywanego postu, ale głównym celem jest tutaj rzeźba, rzeźba, rzeźba 😉

Wracam do niskich węglowodanów. Bark prawie wyleczony, są jakieś zwapnienia, idealnie nie będzie nigdy, ale jest nieźle. Nic nie boli przy wiosłach albo kijkach, niestety na żelastwo jeszcze za wcześnie. No i wpiszcie w google ‘skill mill’ – to moje ostatnie odkrycie na długie, zimowe wieczory 😉

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *