Bieg Sulecha 2018

Ciężko nazwać ten bieg końcem sezonu, bo to co najważniejsze jeszcze przede mną.

Złapałem się jednak na tym, że tak to postrzegam. Ultra przebiegnięte rok po roku na tej samej trasie nie do końca moim zdaniem daje odczuć, czy robimy progres. Wystarczy inna pogoda i warunki zmieniają się diametralnie. A dycha na tej samej trasie to już jakiś wyznacznik. Ok, pogoda może trochę zmienić, ale to jakoś strasznie nie powinno wpłynąć na wynik.

Dlatego też uznaję Bieg Sulecha za swego rodzaju podsumowanie mojej formy w roku 2018.

I sam nie wiem, co o tym myśleć. Na początek infografika 😉 😀

Z biegu jestem zadowolony. Znaczy z taktyki, którą zleciła mi Olga 😉 Pierwsza połowa w 4:50, a potem szybciej. I było tak, w zasadzie byłoby, gdyby nie pieprzone sznurówki, które dwa razy musiałem wiązać. Wywalało mnie to z rytmu i powodowało, że dwa razy nadrabiałem z tempa 4:54 na 4:50. W efekcie albo z nerwów, albo ze zmęczenia jedynie lekko przyspieszyłem w drugiej połowie. NIe wiem czy siadła głowa czy organizm. Było też cieplej niż rok temu i wiele osób narzekało, że biegło im się gorzej. W efekcie 45 sekund wolniej niż rok temu. 10 sekund sznurówki (wiem, bo sprawdziłem;) ), z 10 sekund temperatura. Nie do końca to przeliczalne, może bez tych dwóch czynników pobiegłbym tak samo jak rok temu. Ale nie ma co gdybać i wymyślać: forma stoi w miejscu.

I teraz pytanie, czy się z tego cieszyć, czy wkurzać.

Biorąc pod uwagę szajs życiowy, jaki trafiał mi się w ostatnie miesiące, tygodnie i dni powinienem być zadowolony. Nie jest gorzej. Ale równać trzeba do góry, a nie do dołu 😉

Czego zabrakło, co trzeba zmienić:
  1. Waga. Tak po prostu. Zajadam stresy, jest ich sporo. 10 – 15 kilogramów mniej? Kusi mnie, żeby zobaczyć jak będę wtedy wyglądał. A przed wszystkim biegał 😉
  2. Siłownia. Od roku ponad dupa zbita. A to kontuzja barku, a to kontuzja barku. Mam wrażenie, że tego głównie zabrakło. Po prostu czuję, że brak napędu. Czas wrócić do kettli.
  3. Nordic Walking. Bo RUNNERSKI.PL pokazuje, że tempo bierze się nie tylko z biegania. To może nie pod kątem dychy, ale ultra głównie.
  4. Yoga. Bo lubię 🙂 I chcę troszkę rozruszać zesztywniałe ciało. Stresy wychodzą 🙁

Dobrze jest robić podsumowania takie, jak te. Bo widzę, że trzeba dodać punkt piąty – Redukcja stresu i poprawa jakości snu…

Muszę jeszcze krótko napisać o biegu, bo jakbym nic nie powiedział, byłoby nie fair. W stosunku do zeszłego roku naprawiono radosną twórczość związaną ze startem, który ze względu na atest trasy oddalony jest od mety o jakieś sto metrów. Nie było też w pakiecie makaronu, ale za to fajna koszulka. Start za 4 dychy, fajna atmosfera, a na mecie sztos: dżem ze świni z ogórkami małosolnymi 😉 Był też makaron wege i niewege, surówki różne, ale smalec i ogórki to sztosik absolutny 😀 I wszystkiego sporo, można było się najeść. Koło Gospodyń Wiejskich w Kalsku wymiata 🙂  A na koniec losowanie nagród.

Wrócę za rok 🙂

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *