Raport #3 plus małe podsumowanie roku

No i posypało się.

Tak naprawdę dopiero dzisiaj znalazłem na tyle wolnego czasu, żeby coś napisać. Cały czas zajmowała mi praca, życie codzienne,  treningi… A i przyznam szczerze nie miałem totalnie nastroju do pisania. Ostatnie dni to festiwal stresujących sytuacje, łącznie z nieciekawymi wydarzeniami na niwie prywatnej. Nastroju dalej nie mam, ale to nie wymówka a podsumowanie się należy.

Dieta: dupa zbita. Nic nie schudłem, ostatnie zażeranie stresów spowodowało odzyskanie zgubionych prawie trzech kilogramów. Życie. Ale w pasie nic nie przybyło, więc woda. Zejdzie po Sylwestrze 😉

Bieganie: tu mogę powiedzieć, że ostatnie dwa tygodnie udało się przetrenować uczciwie. Czas spędzony na treningach sukcesywnie rośnie, powoli zwiększa się tempo biegu w zakresie metody Maffetone. Odpukać też wszystko to odbywa się bezkontuzyjnie. Postrzegam jako spory plus.

Dodatkowy plus to karnet na siłownię 😉

Doszedłem do wniosku, że bieżnia pomoże mi w kontrolowany sposób ogarnąć treningi. Do tego moje ukochane wiosła jako rozgrzewka 😉 A na bieżni nadrabiam zapisywane od lat filmy na YT traktujące o różnego rodzaju biohackingu. I jest to z jednej strony mocno rozwijające, ale i też motywujące. Polecam szczególnie kanał Macieja Szyszki, a tam rozmowy z Rafałem Wilkiem i Agatą Jurkowską. 

Do ogarnięcia pozostają:

  • dieta: nie idzie mi karniwor tak jak zakładałem. Ale też ostatnio trafiłem na parę świetnych materiałów, jak ogarnąć jedzenie kompulsywne. Do wdrożenia 😉 Swoją drogą polecam poczytać o dopaminie, i co z nami jako rodzajem ludzkim wyczynia.
  • sen: regulacja rytmu dobowego. Bardzo ważny czynnik, który dłuższy czas olewałem nie zdając sobie sprawy z jego znaczenia.

Jeśli uda mi się to ogarnąć w ciągu 3-4 tygodni, będę postrzegał to jako spory sukces. Plan jest prosty: post 72 h połączony z ekspozycją na zimno na pocątek. Pozwoli to na szybkie wejście w ketozę, do tego karniwor i kilogramy powinny zacząć szybko lecieć.

Należałoby krótko podsumować rok.

Kilometrów mniej, skończył się progres w tym względzie.

Ale też dokładnie to zakładałem na początku roku. Ustawiłem nawet na stravie cel jako 2000 km, zatem 1954 km prawie idealnie trafione 😉 Miało być mniej kilometrów, ale bardziej wartościowo – i tak było. Starty? Bez szału. Sudecka Setka ukończona na dystansie 72 km z problemami, w połówce ani na dychę żadnej życiówki nie zrobiłem. Ale za to Ultrakotlina żarła bardzo fajnie, i gdy tylko nie dusiło mnie na pamiątkę pewnego wirusa to myślę, że ukończenie byłoby realne. Plany na 2022? Dwa biegi. No może trzy 😉 Ale przede wszystkim praca nad sobą, bo poczułem, że mam potencjał, moc, czy jak tam to zwał 😉 Mam wrażenie, że podświadomie przeznaczyłem ten rok na lekki odpoczynek i zaczyna to przynosić efekty. 

To był ciężki rok.

Dał mi się we znaki, a ostatni jego tydzień złamał mi serce. Ale  to już przeszłość. Wszystko nas uczy czegoś,  zatem ze spokojem i nadzieją  patrzę w przyszłość…

 

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *