Raportu nie będzie ;)

Ciężko tak przyznać się do porażki. 

 

Nie, nie chodzi o wagę 😉 

 

Chodzi o te nieszczęsne raporty, które obiecałem sobie rzetelnie robić, a w ciągu ostatnich dwóch tygodni klapa totalna.

Całkowicie i po ludzku nie mam kiedy. Ostatnie dni są dla mnie tak intensywne pod wszystkim względami,  że zmuszony jestem obcinać zajęcia zgodnie z ich priorytetami. A raporty jakoś szczególnie w tym momencie ważne nie są.

Żeby jednak być uczciwym: waga spada. Ile, ile wiem, bo wagę szlag trafił 😉 a wolę na przykład zapłacić za Leśnika, niż kupić nową 😉 Ale i na to przyjdzie czas. Opierając się na zeznaniach ludzi i pasku, schudłem widocznie. Ja oceniam to na mniej więcej 5 kg, czyli mniej niż zamierzałem.  Ale trudno – jest jak jest i samo to to dla mnie sukces. Jak mi uda się ogarnąć życie, to ogarnę i wagę, bo kusi mnie zejście naprawdę nisko.

I chyba jakoś oglądałem się z sobą pod kątem wagi. Już tak strasznie nie muszę wiedzieć,  czy dzisiaj 100 czy 300 gram mniej. W jakiś sposób chyba zacząłem akceptować siebie, ale też żeby być szczerym chyba pomagają mi w tym ludzie zauważając zmianę na plus 😉

Bardzo zależy mi na uspokojeniu życia w tym momencie. Znalazłem się w tym nieciekawym dla mnie momencie, że zajęcie goni zajęcie, a kłopot kłopoty pogania… Więc najpierw rodzina,  dom, trening i jak mi się uda przynajmniej to codziennie ogarnąć, to jestem zadowolony. Brak czasu na porządną regenerację, rozciąganie, przyznam szczerze że niepokoi mnie to trochę, bo pod tym kątem jadę po krawędzi… 

Fizycznie i wydolnościowo jest dobrze.

Na ile dobrze to się okaże za tydzień,  jak opadnie kurz po Ultrakotlinie. 

 

Czuje się przygotowany, lekcje odrobione,  wszystko przetestowane. Więcej już nie wytrenuję. Nie jestem do końca wypoczęty,  tak jak planowałem, ale na to wpływu już nie mam. Pogoda może namieszać, ale na to wpływu także nie mam, więc olać to 😉

 

Tak sobie kombinuję,  że zrobię wydarzenie na fejsie, żeby można mnie podglądać, wspierać, dawać dobre rady lub po ludzku trochę się ponabijać 😉 A i może konkursik? Jak przewidujecie,  uda się czy nie? Dam radę czy polegnę sromotnie? A jak się uda, to w jakim czasie? Jak ktoś trafi, to jakiś prezent się znajdzie. Książka o bieganiu, może koszulka? Wasze propozycje wpisujcie tu w komentarzu, lub na fejsbuniu 😉

 

☆☆☆

 

Za mną kolejny Półmaraton Zielonogórski.

Kolejny raz w roli pacemakera, i ponownie na 2:15. Mam sentyment do tego czasu, sam pamiętam, jak zaczynając bieganie marzyłem o jego złamaniu… A teraz był to po prostu ostatni dłuższy trening przez Ultrakotliną. 

 

Znowu cała masa pozytywnych emocji, bo z jednej strony spotkanie towarzyskie,  w biurze zawodów i na starcie same znajome twarze. Ale też masa nowych znajomości nawiązanych podczas treningów i samego biegu.

A sam bieg? Magia na starcie,  niesamowite kolory, światła, pokaz ogni sztucznych. Ale też zimno i mokro, chociaż pogoda odpuściła biegaczom na moment i deszcz ustał 😉 Ciekawa trasa, chyba najłagodniejsza z wszystkich dotychczasowych wersji. O dziwo naprawdę sporo kibiców jak na tą porę no i pogodę. 

zdjęcie: Piotr Łabaziewicz

☆☆☆

 

Tyle spraw bieżących. Krótko, ale chciałem przynajmniej dać znać, że żyję. Myślami jestem już na starcie Ultrakotliny w sobotę o 6stej. Piękne w tym bieganiu, a szczególnie w bieganiu górskim jest to, że nie można wszystkiego zaplanować / przewidzieć.  Bez napinki więc spoglądam w przyszłość. Trzymajcie kciuki 🙂

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *