16 tygodni ;)

 

Ważna część mojej historii to diety.

 

Mógłbym na ten temat osobny wpis, więc dodam tylko, że wiem o nich wszystko 😉

Ominęła mnie chyba tylko dieta wege / vegańska, oprócz tego wypróbowałem już wszystko. Najdłużej jednak zabrało mi uświadomienie sobie, że dieta to nie kolejna moda. Że tak  ogólnie, żeby to wszystko miało sens, to trzeba odejść od słowa: dieta. A zacząć od słowa: zmiana sposobu odżywiania.

 

Od dłuższego czasu moje odżywianie wiąże się z ograniczeniem węglowodanów, z angielska Low Carb, w skrócie LC. Pożegnałem tak ponad 20, a prawie 30 kilogramów. Zyskałem pewność siebie, sporo czasu, który oszczędzam, bo LC to nieskomplikowane posiłki i takie swego rodzaju luz psychiczny. LC nie oznacza braku węglowodanów – w zależności od  dnia, ilości treningów i ich intensywności pozwalałem sobie na 70 do 140 gram węglowodanów dziennie. Na ultra nie liczyłem, wpadało często gęsto więcej – ach, ta cola 😉

 

Teraz postanowiłem przenieść przygodę z LC na wyższy poziom – czyli wejść w typową ketozę.

Co to? Wyjaśnię trochę później. Jest ku temu okazja – praktycznie przez 16 tygodni nie będę miał żadnych ważniejszych startów. Ponadto świętując ukończenie Łemkowyny tudzież roztrenowanie złapałem parę dodatkowych kilogramów, których chciałbym się pozbyć.

 

Ale głównym celem jest zmiana sposobu odżywiania podczas zawodów. Lektura wielu pozycji przekonuje o tym, że możliwe jest korzystanie podczas biegów, szczególnie podczas ultra głównie z tłuszczu jako materiału energetycznego. A już szczególnie w moim amatorskim, niskotętnowym wydaniu. Potwierdzają to wyniki polskich niskowęglowych ultrasów – Maćka Więcka i Michała Jedroszkowiaka.

 

A ketoza?

W skrócie to stan, kiedy organizm pozbawiony nadmiernych ilości węglowodanów przestawia się na korzystanie głównie z tłuszczu jako materiału energetycznego. W dużym uproszczeniu w wyniku tego powstają ciała ketonowe. W zdrowym organizmie ketoza to stan całkowicie fizjologiczny, którego nie ma się co obawiać. Tym bardziej, że zgodnie z niektórymi badaniami jest to stan, który potrafi sporo naprawić w naszym organizmie.

 

Założenia eksperymentu: 16 tygodni na adaptację do ketozy. Dziennie od 50 do 72 gramów węglowodanów. Korzystanie z jak najlepszych  źródeł białka, tak, żeby z jego poziomem nie wylądować za wysoko – czyli jemy żółtka 😉 Jako, że mam glukometr z paskami do mierzenia ketonów, jestem w stanie dokładnie monitorować poziom ketonów we krwi.

 

Do tego trening.

Docelowo chcę wejść w reżim programu simple&sinister, czyli kettle wracają do łask 😉 Aczkolwiek jednak oceniam, że na 2-3 tygodnie będę miał zajęcia z cięciem, rąbaniem i układaniem drewna, czyli taki crossfit 😉 Do tego rozciąganie i rolowanie, no i co najważniejsze, trening biegowy. Pierwsze 2 miesiące będą poświęcone budowaniu bazy, co pasuje do adaptacji, którą chcę przeprowadzić.

 

Truskawką na torcie będzie morsowanie 😉

 

Myślę, że za miesiąc zdam pierwszę krótką relację z miejmy nadzieję postępów.

 

A dlaczego 16 tygodni? Bo tyle właśnie jest do Ultramaratonu Nowe Granice, w którym wystartuję w sztafecie. Czeka mnie wtedy 25 pierwszych kilometrów, i chciałbym już wtedy móc wyciągnąć pierwsze wnioski przed zbliżającym się sezonem.

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *