Mozolnie…

Mozolnie to wszystko idzie.

 

Ale idzie. Może szału nie ma, ale kilometrów więcej a kilogramów mniej 😉

 

Od początku projektu minus 2 kg i minus 3 cm w pasie.  Kiedyś ten wolny spadek wkurzałby mnie, ale widzę już że wiek jest bezlitosny i tempo metabolizmu spada. Tym bardziej należy je podkręcać 😉

 

Za mną uczciwie przepracowany weekend.

 

Sobota może skromniejsza w cyfrach, bo zaledwie 9 km, natomiast wysiłkowo całkiem całkiem. Bieg z Psem w puchu powyżej kostek dostarczył mi bodźców wszelkiego rodzaju. Był taki mini ZUK: zimny wmordewind, śnieg, nogi wykręcane na wszelkie sposoby i palące z wysiłku łydki i uda.

 

Świetne przygotowanie przed niedzielą. 

 

A w niedziele danie główne: 21 km, w trochę innych warunkach. O wykręcanie nóg zadbał tym razem mokry, topniejący śnieg. Przyznam, że miło było obserwować jak organizm adaptuje się do ciężkich warunków.  I śmieszne odczułem te momenty, kiedy pod koniec biegłem po odśnieżonych fragmentach. Mózg i ciało czuło się zagubione, jakby odzwyczaiło się od normalnych warunków. Szybko zapomniałem, jak się biega po twardym albo bodziec był taki mocny że momentalnie wpłynął na mnie. Dobry, ciężki ale wiele dający trening.

 

A dzisiaj leniwie 😉

 

W planie opcjonalne rozbieganie,  ale ja wybrałem bieżnię magnetyczną i 20 minut wędrowałem z 15% nachyleniem. Nogi ładnie się rozgrzały.  Uwielbiam aktywną regenerację 😊

 

Polub nas i podziel się 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *